Budujemy dom,  O nas,  Potargano Chałupka,  zwykłe życie

Święta w Polsce

Spędziłam w domu dziewięć dni, dziewięć wspaniałych dni! I po raz pierwszy od wielu lat, jeśli nie od zawsze, mogę powiedzieć, że święta były wspaniałe!
Przyleciałam do domu 21 grudnia wieczorem. Byłam padnięta, dosłownie padnięta, bo pracowałam sześć dni z rzędu, a do tego dodatkowa praca przy sprzątaniu u jednej norweskiej rodziny i pakowanie króliczków na pobyt u kolegi pod moją nieobecność.
I tu mogłabym opisywać każdy dzień, ale nie chcę robić z tego wpisu długiego opowiadania. Jest jednak coś, o czym napisać muszę! O tym, co sprawiło, że te święta były takie niezwykłe i to, za co jestem tak niesamowicie wdzięczna…Na samo wspomnienie ilości dobra, jakiej doświadczyłam przez te kilka dni, robi mi się cieplutko na sercu:)

Najbardziej wdzięczna jestem za mojego wspaniałego mężczyznę, który nie tyle pomagał, co przygotowywał święta razem ze mną. Bez nerwów, bez odkładania czegoś na później czy zwalania na mnie. W moim rodzinnym domu to mama wszystko robiła sama, ja i brat pomagaliśmy jej jak mogliśmy, ale na ojca liczyć raczej nie mogła.
Dlatego jestem tak szczęśliwa, że mój Adaśko jest inny:)

Jestem wdzięczna, że udało nam się zorganizować naprawdę fajną Wigilię w naszej Potarganej Chałupce. Niestety nie dotarli wszyscy zaproszeni, ale pierwszy raz nie wpłynęło to na mój nastrój negatywnie:)

Jestem wdzięczna, że mój brat pierwszy raz nie “nawalił”, że jeździł ze mną do rodziny, którą mocno zaniedbał i, że spędzał ze mną dużo czasu pierwszy raz od wielu, wielu lat:)

Jestem wdzięczna, że w święta nie musieliśmy się martwić o to, za co kupimy jedzenie i inne potrzebne rzeczy. Jednocześnie nie kupiliśmy zbyt dużo wszystkiego, a to, czego nie zjedliśmy, zawekowaliśmy lub rozdaliśmy rodzinie tak, aby jak najmniej jedzenia się zmarnowało:) Pamiętam, że jako dziecko i nastolatka martwiłam się przed świętami, bo wiedziałam, że mama nie ma na tyle pieniędzy, aby przygotować takie święta, jakie by chciała, nie wspominając o prezentach dla dzieci. Dlatego tak doceniam fakt, że nie mamy tego problemu w dorosłym życiu, a jednocześnie nie wpadamy w szał zakupów, wydając za dużo, a potem wyrzucając jedzenie czy bezsensownie kupione rzeczy.:)

Jestem wdzięczna za to, że mam z kim spędzać święta, że muszę planować kogo i kiedy odwiedzić i pogodzenie tych odwiedzin z okrojonym czasem jest jedynym, ale i bardzo przyjemnym zmartwieniem:)

Jestem wdzięczna, że mogłam tegoroczne święta spędzić w domu:)

To jednak, co sprawiło, że te święta były tak wyjątkowe, i że mam tyle powodów, za które jestem teraz wdzięczna, to moje podejście. Bez nerwów, bez stresu i bez wracania myślami do strasznych wspomnień, zadręczania się…


Przez wiele lat uważałam, że święta zabrały mi mamę, że to przez te głupie święta mama wzięła sobie dzień wolny w pracy i to właśnie wtedy, 21 grudnia 2008 roku miała w domu wypadek. Przez wiele lat myślałam, że gdyby nie to głupie zmienianie zasłon i porządki w szafach, które mama chciała zrobić przed świętami, nie wzięłaby wolnego, poszłaby do pracy i nic by się nie stało. Przez wiele lat myślałam, że to święta zabrały mi mamę i dlatego nie obchodziłam ich wcale. Nie ubierałam choinki, nie sprzątałam domu, a nasza Wigilia wyglądała tak, że z bratem smażyliśmy po kawałku ryby, zanosiłam talerz do pokoju ojca, który święta próbował przetrwać na swój własny sposób, a my w pokoju brata oglądaliśmy jakiś durny film. Bez nakrywania stołu, bez ozdób, bez kolęd, bez świąt, bo bez mamy.

Teraz, po 11 latach, nareszcie jest inaczej. Teraz potrafię bez łez popatrzeć na puste miejsce przy stole, teraz cieszę się, widząc choinkę, którą Adam przybił do sufitu i jestem szczęśliwa, lepiąc 150 pierogów dla całej rodziny, która przyjeżdża do mojego domu lub do której ja jadę w odwiedziny. Jednocześnie podchodzę do świąt totalnie na luzie, bez nerwów, bez wielkich porządków, z brudnymi oknami, z niezmienionymi zasłonami. Nie daję się zwariować i jestem tak niesamowicie wdzięczna i szczęśliwa, że pisząc te słowa mam świeczki w oczach.
Nie sądziłam, że kiedykolwiek jeszcze święta będą mnie cieszyć, to był przez wiele lat najgorszy okres w roku.
Teraz nie mogę się doczekać następnych. I sama w to jeszcze chyba nie wierzę:)
To jak wybudzenie się z jakiegoś letargu, wyjście ze strasznego okresu pełnego ciągłego bólu i tęsknoty.


I ja tak lepię te pierogi i wyobrażam sobie, że Ona lepi je ze mną…

Jeden Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *