Co jem

Food freak?

Poszłam wczoraj do lekarza. Nie, nie po to aby otrzymać pomoc w przeziębieniu bo to spokojnie w moim przypadku czosnek załatwi. Zresztą tutaj w Norwegii na przeziębienie łyka się Paracet, paracetamol lekiem na wszystko, serio. Ciekawe czy ta moja miła starsza pani doktor, mówiąca takim uroczym północnym dialektem, wie jak pięknie lek ten czyści jelita z tak potrzebnych mi w chorobie dobrych brzuszkowych bakterii? No ale nic to, wyszłam bez jakiejkolwiek recepty, z życzeniem powrotu do zdrowia, zaleceniem łykania Paracetu i…zwolnieniem. No i o to chodziło! Od razu jakby zdrowsza się poczułam:) Bo jak człowiek wstaje do pracy o 4:30 a pracuje w magazynie gdzie spędza 8 godzin w temperaturze + 2 stopnie Celsjusza i codziennie pokonuje 12-15 km mając na głowie pierdyliard spraw, to wizja wstawania kiedy się chce i spędzania dni w domu na słodkim nicnierobieniu…no uzdrawia:)

Dziś już, kaszląca i smarkająca ale w końcu z apetytem na jedzenie i pełna energii, ruszyłam na zakupy! Ci, którzy mnie znają, lub chociaż obserwują moje uzewnętrzniane na INSTA, wiedzą, że jedyne zakupy jakie uwielbiam to te spożywcze a konkretnie warzywniakowe. Ci, którzy znają mnie z pracy, trzymali się mam nadzieję z daleka od mojego warzywniaka i nie widzieli jak, nie mogąc podobno pracować, dźwigam 2 ogromne siaty plus plecak. Poszłam tylko po awokado, ziemniaki i trochę owoców na sok. No ale były jeszcze pomidorki w puszce w fajnej cenie i passaty i…ja to wszystko mam w domu ale przecież nie zaszkodzi jeszcze jedna butelka czy puszka czy pięć…I cukinia, jak mi się nagle cukinii zachciało! I koperek pachnący, przecież ja muszę zamrozić zapas na zimę! No i na sam koniec, jak już szłam do kas uginając się pod ciężarem tych dobroci, ukazały się mym oczom banany w promocji. Bo jak banany robią się przejrzałe i wybredni klienci kręcą nosami to oni te banany sru do reklamówek i wieszają na ogrodzeniu za ułamek ceny. A mi się banany w zamrażarce właśnie kończą! To w sumie jedyne co mi się tak naprawdę w domu kończy i czego potrzebuję najbardziej! Uradowana złapałam dwie reklamówki, oceniłam czy moje cienkie rączki wytrzymają te 4-5 kilogramów więcej, no i jakoś to dotachałam do domu ale jak sobie ten ciężar przypomnę to stwierdzam, że im starsza tym głupsza jestem.

Czy jeśli przychodzę do domu i wykładam zakupy na stole, po czym podziwiam i robię im fotki, to znaczy, że już bardzo bardzo źle ze mną?:) Czy taki kolorowy widok tylko mnie napawa radością i szczęściem? Jestem pewna, że takich “freaków” jak ja jest więcej:) A przynajmniej mam taką nadzieję:) Kiedyś, a w sumie jeszcze całkiem niedawno bo 3-4 lata temu, te moje zakupy nie były takie zdrowe i kolorowe a moje relacje z jedzeniem były dosłownie chore. Wszystko się pomału zaczęło zmieniać, dlatego widok tych wszystkich warzyw i owoców, które uwielbiam, które czuję, że mnie odżywiają i napełniają prawdziwą energią i chęcią do życia, za każdym razem bardzo mnie rozczula. Tak, wywalone na stół warzywa i owoce mnie rozczulają:) Ale to temat długi i na osobną notkę, może niedługo:)

A tymczasem patrzcie i podziwiajcie tak jak ja, te kolory, te soczyste, pełne witamin owoce, te buraczki, z których zrobiłam pyszny barszczyk wczoraj (ale nie obfociłam go jeszcze xD), te bananki, które trafią do najpyszniejszych koktajli…i koperek, uwielbiam koperek! Jaką on ma fajną nazwę w ogóle! Koperek, kopereczek:) Po angielsku dill, po norwesku dill, a po polsku koperek:) Jeszcze czuję jego zapach podczas krojenia…mmm…witam w moim klubie food freaków:)

Staram się kupować jak najmniej plastiku, dziś jarmuż, ogórek i banany w folii, reszta w moich woreczkach:)
Najprostsza i najpyszniejsza sałatka na nagłego głoda. Bardzo lubię sałatę rzymską, czarne oliwki, czarnuszkę i bób z puszki xD No i avo!
Do tego łyżka tahini i sok z cytryny i jestem prawie jak Ellen Fisher tylko nie na Hawajach a w piwnicy w Oslo xD
I zapas zielska na zimę, póki jeszcze ma smak i zapach:)
90% wszystkiego kroję nożem ceramicznym, nie wchodzi w reakcje z jedzeniem więc owoce i warzywa nie tracą cennych składników, sałata nie ciemnieje itd To mój pierwszy i jedyny nóż kupiony ponad 3 lata temu, nigdy nie ostrzony a nadal ostrrrrrrry:)
Gdzieś na insta przewinął mi się ostatnio kilka razy temat mrożenia. Ja mam takie kompostowalne woreczki z kukurydzy i bardzo je sobie chwalę ale nie spotkałam ich w Polsce niestety.
A ogonki? Tyle do śmieci??? Nieeee jak ma się królicze dzieci:) Duziak i Kemens już łapki zacierają na świeże zielsko:)
A tak…wygląda bakstejdż czyli rzeczywistość. Na szafce suszą się foliówki po bananach (które użyję ponownie), pranie wysypuje się z pralki, na kranie wisi brudna ścierka (nienawidzę tego! xD) a na blacie wszystko to co zajmowało miejsce na stole i przeszkadzało w zdjęciach xD

Zrobiłam jeszcze barszczyk czerwony ale nie został on uwieczniony póki co, Moje życie jest tak pasjonujące xD 🙂

Spać!

Kem, klem:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *